niedziela, 08 stycznia 2006
Phil Bosmans

Miłość to najpowszechniejsza

I najbardziej tajemnicza energia,

Którą można znaleźć w stworzeniu.

Wpisana w całą przyrodę. Jako elementarna siła,

Jest obecna w sile przyciągania ziemi i tkwi głęboko,

Aż po molekuły i atomy w materii.

Dzięki niej wszystko ma swoją trwałość i ciągłość,

I jest z sobą organicznie związane.

 

Tak w całej naturze,

Tak i między ludźmi istnieją siły przyciągania.

Woda pozostaje błogosławieństwem dopóty ,

Dopóki jest ujarzmiona swoimi brzegami.

Uwolniona przez rozhukane żywioły,

Staje się katastrofą.

 

Gdy miłość ludzi przybliża i dzięki niej

doświadczają sensu i piękna stworzenia,

Rozkwita harmonia,

A wszyscy znajdują spokój  i przyjaźń.

Gdy jednak miłość ginie,

Przeobrażając się w wyuzdaną namiętność,

Wówczas ginie także człowiek.

Phil Bosmans

niedziela, 04 grudnia 2005
Kochającym należy się niebo

Kochającym się należy się niebo.

Gdy się kochacie,

Będziecie już na tej ziemi je mieć.

Miłość jest jak słońce.

Przynosi światło i barwę.

Wszystko kwitnie i rozwija się.

Kiedy słońce zachodzi,

Cienie stają się coraz dłuższe.

Bez słońca jest ponuro i zimno.

Komu brakuje miłości,

Temu brakuje wszystkiego.

Miłość to cel życia.

Kto żyje dla czegoś innego,

Ten będzie zawsze oszukanym.

Jedynym kluczem,

Który otwiera drzwi raju,

Jest miłość.

Phil Bosmans

 

 

 

 

środa, 28 września 2005
Love story
Love story

Pewnego dnia obudziłem się wcześnie rano, aby zobaczyć wschód słońca. Piękna Bożego stworzenia nie da się opisać. Oglądając wschodzące słońce chwaliłem Boga za Jego piękne dzieło. Siedząc tak, odczułem Bożą obecność.

Zapytał mnie, "Kochasz mnie?"

Odpowiedziałem, "Oczywiście, Boże! Jesteś moim Panem i Zbawicielem!"

Następnie zapytał, "Gdybyś był fizycznie upośledzony, kochałbyś mnie nadal?"

Byłem zaskoczony. Spojrzałem w dół na moje ręce, nogi i resztę mojego ciała i zastanawiałem się jak wielu rzeczy nie mógłbym robić, rzeczy nad którymi nie zastanawiałem się. Odpowiedziałem, "Byłoby ciężko. Panie, ale nadal kochałbym Cię."

Następnie Pan powiedział, "Gdybyś był ślepy, podziwiałbyś wciąż moje stworzenie?"

Jak mógłbym podziwiać coś bez możliwości zobaczenia tego? Pomyślałem wtedy o wszystkich niewidomych ludziach na świecie i o tym, że wielu z nich kocha Boga i Jego stworzenie. Odpowiedziałem więc, "Trudno myśleć o tym, ale nadal kochałbym Cię."

Potem Pan zapytał mnie, "Gdybyś był głuchy, słuchałbyś nadal mojego słowa?"

Jak mógłbym słuchać czegokolwiek będąc głuchym? Zrozumiałem jednak, że słuchanie Bożego Słowa nie odbywa się przez uszy, lecz sercem. Odpowiedziałem, "Byłoby ciężko, ale ciągle słuchałbym Twojego słowa."

Następnie Pan zapytał, "Gdybyś był niemy, chwaliłbyś nadal Moje Imię?"

Jak mógłbym Go wielbić bez głosu? Uświadomiłem sobie, że Bóg pragnie abyśmy śpiewali z naszych serc i dusz. Dźwięki nie mają znaczenia. Chwalenie Boga to przecież nie tylko pieśni. Kiedy jesteśmy prześladowani, chwalimy Boga naszym dziękczynieniem. Odpowiedziałem więc, "Nawet gdybym nie mógł śpiewać, ciągle chwaliłbym Twoje imię."

W końcu Pan zapytał, "Naprawdę mnie kochasz?"

Z odwagą i mocnym przekonaniem odparłem zdecydowanie, "Tak, Panie, kocham Cię ponieważ jesteś jedynym i prawdziwym Bogiem!"

Myślałem, że to wystarczy, lecz Bóg zapytał, "DLACZEGO W TAKIM RAZIE GRZESZYSZ?" Odpowiedziałem, "Ponieważ jestem tylko człowiekiem, nie jestem doskonały." "DLACZEGO W CZASIE POKOJU ODCHODZISZ JAK NAJDALEJ? DLACZEGO TYLKO W KŁOPOTACH MODLISZ SIĘ NAJGORLIWIEJ?" Cisza. Łzy płynęły po mojej twarzy.

Pan kontynuował: "Dlaczego śpiewasz tylko w czasie nabożeństw i ewangelizacji? Dlaczego szukasz mnie tylko w czasie uwielbiania? Dlaczego tak egoistycznie mnie prosisz? Dlaczego prosisz bez wiary?"

Łzy w dalszym ciągu spływały po moich policzkach.

"Dlaczego wstydzisz się Mnie? Dlaczego nie zwiastujesz dobrej nowiny? Dlaczego gdy jesteś prześladowany, wołasz do innych, podczas gdy ja oferuję ci moje ramię aby się wypłakał? Dlaczego szukasz wymówek, gdy daję ci okazje do służenia w Moim Imieniu?"

Próbowałem odpowiedzieć, ale miałem żadnej odpowiedzi na ustach.

"Obdarzyłem cię życiem. Nie chcę abyś odrzucał ten dar. Pobłogosławiłem cię talentami, abyś Mi służył, a ty ciągle się odwracasz. Objawiłem ci Moje Słowo, ale ty nie robisz postępu w poznaniu. Przemawiam do ciebie, ale twoje uszy są zamknięte. Obdarzam cię Swoimi błogosławieństwami, ale ty odwracasz wzrok. Posyłam ci Swoje sługi, ale ty ciągle siedzisz bezczynnie gdy oni pracują. Słyszałem wszystkie twoje modlitwy i odpowiedziałem na nie"

"CZY NAPRAWDĘ MNIE KOCHASZ?"

Nie potrafiłem odpowiedzieć. Jak mógłbym? Byłem tak bardzo zawstydzony. Nie miałem żadnej wymówki. Cóż mogłem odpowiedzieć. Gdy moje serce krzyczało, a łzy dalej płynęły, powiedziałem, "Proszę, wybacz mi Panie. Jestem niegodny być Twoim dzieckiem."

Pan odpowiedział, "Na tym polega moja Łaska, dziecko." Zapytałem, "Dlaczego ciągle mi wybaczasz? Dlaczego tak bardzo mnie kochasz?"

Pan odpowiedział: "Ponieważ jesteś Moim stworzeniem. Jesteś moim dzieckiem. Nigdy cię nie opuszczę. Kiedy będziesz płakać, okażę ci współczucie i będę płakać z tobą. Kiedy będziesz krzyczeć z radości, będę śmiać się z tobą. Kiedy będziesz załamany, zachęcę cię. Kiedy upadniesz, podniosę cię. Kiedy będziesz zmęczony, poniosę cię. Będę z tobą aż do końca dni i zawsze będę cię kochał."

Nigdy nie wcześniej tak nie płakałem. Jak mogłem być taki zimny? Jak mogłem tak ranić Boga? Zapytałem Boga, "Jak bardzo mnie kochasz?"

Pan wyciągnął Swoje ramiona i zobaczyłem Jego przebite ręce. Upadłem do stóp Chrystusa, mojego Zbawiciela. I po raz pierwszy modliłem się szczerze.
wtorek, 27 września 2005
Boję się...

Boję się...

Boję się powiedzieć "tak", Panie.
Dokąd mnie zaprowadzisz?
Boję się wyciągnąć los,
Boję się położyć swój podpis u dołu czystej kartki,
Boję się tego "tak", które zażąda dalszych "tak".

A jednak nie mam spokoju.
Ścigasz mnie. Panie, oblegasz ze wszystkich stron.
Szukam gwaru, bo boję się usłyszeć Ciebie,
ale Ty wślizgujesz się w chwile ciszy.
Uciekam z drogi, bo Ciebie zobaczyłem,
ale Ty czekasz na mnie u końca ścieżki, którą idę.
Gdzie mógłbym się ukryć? Wszędzie spotykam Ciebie.
Więc nie można Ci się wymknąć.

...Ale boję się powiedzieć "tak", Panie.
Boję się podać Ci rękę, bo ją zatrzymasz w swojej;
Boję się spotkać Twój wzrok, bo jesteś uwodzicielem;
Boję się Twego wymagania, bo jesteś Bogiem zazdrosnym.
Jestem ścigany, ale kryję się.
Jestem jeńcem, ale mocuję się i walczę, choć wiem, że
jestem pokonany,
Boś Ty silniejszy. Panie; Ty posiadasz świat, a mnie go
zabierasz.

Gdy wyciągam rękę, by chwytać osoby i rzeczy, znika
ją sprzed mych oczu.
To nie jest wesołe. Panie - niczego nie mogę wziąć dla siebie.
Kwiat, który zrywam, więdnie w mych palcach;
Wybucham śmiechem, ale śmiech zamiera mi na wargach;
Tańczę walca, a taniec wprawia mnie w drżenie i niepokój.
Wszystko wydaje mi się puste,
Wszystko wydaje mi się próżne.
Uczyniłeś pustynię wokół mnie.
I głodny jestem,
I pragnę.
Cały świat nie mógłby mnie nasycić.

A przecież kochałem Cię, Panie; co ja Ci zrobiłem?
Dla Ciebie pracowałem, dla Ciebie się dawałem.
O wielki, straszny Boże, czegóż Ty jeszcze chcesz?

***

Moje dziecko, dla ciebie i dla świata ja chcę więcej!
Przedtem to było twoje własne działanie.
ale nic mi po nim.
Zachęcałeś mnie, bym je chwalił, prosiłeś, bym je pod-
trzymywał, chciałeś zainteresować mnie swoją pracą;
Ale widzisz, dziecko, tyś odwracał role!
Patrzyłem na ciebie, widziałem twoją dobrą wolę.
Teraz chcę czegoś więcej dla ciebie.
Już teraz będziesz pełnił nie własną czynność, ale wolę
twego Ojca Niebieskiego.

Powiedz "tak", moje dziecko.
Potrzeba mi twego "tak", jak potrzebne mi było "tak" Maryi,
żebym mógł zejść na ziemię.
Bo to ja mam być przy twej pracy,
To ja mam być w twej rodzinie,
To ja mam być w twojej dzielnicy, a nie ty,
Bo to mój wzrok przenika, a nie twój,
To moje stówo trafia, a nie twoje,
To moje życie przemienia, a nie twoje.
Daj mi WSZYSTKO, powierz mi WSZYSTKO.
Potrzeba mi twego "tak", by móc cię poślubić i zejść
na ziemię.
Potrzeba mi twego "tak", by dalej zbawiać świat!

***

O Panie, boję się Twych wymagań, lecz któż Ci się oprze?
Aby przyszło Twoje Królestwo, a nie moje,
Aby Twoja wola się stała, a nie moja,
Pomóż mi powiedzieć TAK.

M.Quoist

niedziela, 18 września 2005
Uśmiech

hahahahehehehahahahehehehahahahehehehahahahehehehahahahehehe

POWTARZAĆ NA GLOS, CO GODZINĘ, PRZED LUSTREM

1. Pan Bóg mnie stworzył po to, abym był szczęśliwym człowiekiem!!!

2. Moim powołaniem jest RADOŚĆ!!!

3. Już dzisiaj mogę być radosny i dawać innym swoja radość!!!

4. Dlatego od dziś zacznij – żaden dzień nie minie bez UŚMIECHU!!!

5. A zatem nie bądź SMUTASEM – teraz uśmiechnij się!!!!!!!

Ordynator Kliniki Smutasów Dr. Jezus

 

NAJMNIEJSZY UŚMIECH NA USTACH... Rozwesela serce Podtrzymuje dobry humor Pielęgnuje pokój w duszy Pomaga do zdrowia Dodaje powabu twarzy Nasuwa łagodne myśli Daje natchnienia do dobrych czynów

UŚMIECHAJ SIĘ DO SIEBIE... tak długo aż zauważysz, że ponurość i surowość ustępują z twej duszy.

UŚMIECHAJ SIĘ DO SIEBIE... tak długo, aż ci się serce ogrzeje w ciepłych promieniach własnego oblicza.

A POTEM: WYJDŹ Z DOMU... aby rozlewać własny uśmiech na innych

 

ALBOWIEM

Uśmiech twój ma zadanie do spełnienia na świecie, na chwałę bożą i na dobro bliźnich. Gdy się uśmiechasz, jesteś istotnie Apostołem zdolnym zdobywać dusze dla Boga. Łaska uświęcająca mieszkająca w twej duszy dodaje uśmiechowi twej twarzy szczególnego powabu, z którym idzie w parze zarówno szczególna skuteczność.

A zatem

Uśmiechaj się do twarzy stęsknionych

Uśmiechaj się do twarzy bojaźliwych

Uśmiechaj się do twarzy wątłych

Uśmiechaj się do twarzy młodych

Uśmiechaj się do twarzy starych

Uśmiechaj się do tych kochanych twarzy osób w rodzinie i gronie przyjaciół, aby wszystkie mogły nacieszyć się jej powabem i napoić radością jej uśmiechu...

I POLICZ...

ile uśmiechów wywołał twój uśmiech w przeciągu jednego dnia. Ta cyfra przedstawi ci ilość zadowoleń i radości, ilość uczuć otuchy i ufności w drugich. Te zaś usposobienia i uczucia zawsze stają się przyczyną dobrych i szlachetnych czynów. Wpływ twego uśmiechu rozlewa się szeroko, choć może sam nie spostrzegasz tego.

UŚMIECH TWEJ TWARZY... zdolen jest wrócić życie nadziei sercom przygnębionym pokusą zniechęcenia i rozpaczy.

UŚMIECH TWEJ TWARZY... jest zdolen spowodować wesprzeć powołanie – jeśli twarz twoja jest twarzą Kapłana, Brata lub Siostry zakonnej.

UŚMIECH TWEJ TWARZY... może się stać początkiem nawrócenia do prawdziwej wiary.

UŚMIECH TWEJ TWARZY... może osobie grzesznej przygotować drogę powrotu do Boga.

UŚMIECH TWEJ TWARZY... może zjednać dla ciebie całe zastępy oddanych przyjaciół.

A W KOŃCU: UŚMIECHAJ SIĘ TAKŻE DO BOGA... Uśmiechaj się do Niego przez przyjmowanie z miłością wszystkiego, co Jego Opatrzność względem ciebie postanowi, a w nagrodę zasłużysz sobie na to, że najpiękniejsza Twarz Chrystusowa spocznie na tobie wiekuiście w uśmiech miłości.

Żródło : Siostra M Natanaela

piątek, 16 września 2005
Orzeł
Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włożył do kurzego gniazda w zagrodzie. Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt i wyrósł wraz z nimi.

Orzeł przez całe życie zachowywał się jak kury z podwórka myśląc, że jest podwórkowym kogutem. Drapał w ziemi szukając ziaren i robaków. Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłami i fruwać kilka metrów w powietrzu. No bo przecież czyż nie tak właśnie fruwają koguty?

Minęły lata i orzeł zestarzał się. Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą, na czystym niebie wspaniałego ptaka. Płynął elegancko i majestatycznie wśród prądów powietrza, ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.

Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony.
- Co to jest? - zapytał kurę obok.
- To jest orzeł, król ptaków - odrzekła kura. - Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on.

Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał.
I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie

Anthony de Mello


Nie daj sobie wmówić, że jesteś tylko kogutem. Nie wierz, że nic nie osiągniesz w życiu i pozostaniesz takim jaki jesteś teraz. To gdzie się wychowałeś, co robiłeś do tej pory nie musi oznaczać, że taki jesteś i będziesz do końca życia. Jest Ktoś kto wie kim naprawdę jesteś. Ktoś kto wie o Tobie więcej niż rodzice, przyjaciele i nawet ty sam. Zapytaj Go kim jesteś. Odkryj w sobie tego prawdziwego orła i wzbij się w górę jak on. Zacznij żyć tak jak zaplanował to dla ciebie twój Stwórca.
środa, 14 września 2005
Bóg ma tysiące sposobów tam, gdzie ja nie widzę żadnego.
Bóg ma tysiące sposobów tam, gdzie ja nie widzę żadnego. Tam, gdzie wszystkie moje sposoby działania się kończą, on właśnie zaczyna działać.

Człowiek: Ojcze Nasz, który jesteś w niebie...

Bóg: Tak?

Człowiek: Nie przerywaj mi. Modle się.

Bóg: Ale wzywałeś mnie.

Człowiek: Wzywałem Cię?

Nie wzywałem Ciebie. Modle się. ,,Ojcze Nasz, który jesteś w niebie..."

Bóg: Znowu to zrobiłeś

Człowiek: Co zrobiłem ?

Bóg: Zawołałeś mnie.

Powiedziałeś: "Ojcze Nasz który jesteś w niebie". Oto jestem. Co miałeś na myśli, mówiąc to?

Człowiek: Ale ja nic nie miałem na myśli No wiesz, po prostu odmawiałem moja modlitwę Zawsze odmawiam Modlitwę Pańska Ona sprawia, ze czuje się lepiej, cos w stylu poczucia dobrze spełnionego obowiązku.

Bóg: No dobrze. Kontynuuj.

Człowiek: "Święć się Imię Twoje..."

Bóg: Zaczekaj. Co pod tym rozumiesz?

Człowiek: Pod czym?

Bóg: Pod ,,święć się Imię Twoje" ?

Człowiek: To znaczy... to znaczy... No nie, nie wiem co to znaczy. Skąd miałbym wiedzieć? To tylko część modlitwy. A tak przy okazji, co to znaczy?

Bóg: "Święcić" znaczy traktować z czcią, wielbić, szanować.

Człowiek: No tak, to ma sens. Nigdy wcześniej nie myślałem, co to znaczy "święcić". "Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi".

Bóg: Czy naprawdę tak myślisz i pragniesz tego?

Człowiek: Jasne, czemu nie?

Bóg: A co robisz w tym kierunku?

Człowiek: Robię? Wydaje mi się, ze nic. Myślę, ze byłoby bardzo fajnie gdybyś przejął zupełna kontrole nad tym, co jest tu na ziemi i tam, w niebie.

Bóg: A czy mam kontrole nad tobą?

Człowiek: No cóż, ja chodzę do kościoła.

Bóg: Nie o to cię pytałem Co z pogarda, jaka masz w stosunku do niektórych twoich znajomych? Wiesz, to jest naprawdę twój problem. A jeszcze sposób, w jaki wydajesz swoje pieniądze - wszystko dla siebie! A co z książkami, które czytasz?

Człowiek: Przestań mi czynić takie wyrzuty! Jestem tak samo dobry, jak wielu innych ludzi z kościoła!

Bóg: Wybacz, myślałem ze modlisz się, aby to moja wola była wypełniana... A jeżeli tak ma się stać, musi się to zacząć od tych, którzy się o to modła... Na przykład od ciebie...

Człowiek: No, dobrze. Myślę, ze rzeczywiście mam jakieś zahamowania... Teraz, skoro o tym wspomniałeś, mógłbym wymienić jeszcze trochę innych...

Bóg: Ja tez. Człowiek: Dotychczas o tym wiele nie myślałem, ale naprawdę chciałbym się tego wszystkie pozbyć Chciałbym, wiesz, być naprawdę wolny...

Bóg: Dobrze. Teraz zaczynamy do czegoś dochodzić. Będziemy pracować razem - ty i ja. Niektóre zwycięstwa naprawdę można osiągnąć Jestem dumny z ciebie!

Człowiek: Słuchaj, Panie, musze już kończyć To trwa o wiele dłużej, niz. zwykle. "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj".

Bóg: Powinieneś trochę zredukować tego chleba. Masz już od niego nadwagę...

Człowiek: Hej, co to ma być? Dzien. krytykowania? Oto ja się modle, spełniam swoje chrześcijańskie powinności, a Ty zupełnie niespodziewanie mi przerywasz i wypominasz mi wszystko, co robię!

Bóg: Modlitwa to niebezpieczna rzecz. Można wstać od niej zmienionym... no wiesz... To jest właśnie to, co staram się ci powiedzieć Wzywałeś mnie, i oto jestem. Teraz już za późno, aby przestać Módl się dalej, jestem zainteresowany następna częścią modlitwy..... (chwila przerwy) No, kontynuuj!

Człowiek: Boje się.

Bóg: Boisz? Czego?

Człowiek: Wiem, co zamierzasz powiedzieć.

Bóg: No wiec sam się przekonaj.

Człowiek: "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".

Bóg: A co z Anna?
 Człowiek: No widzisz? Wiedziałem ! Wiedziałem, ze wyciągniesz jej kwestie ! Dlaczego, Panie, ona opowiadała kłamstwa na mój temat, rozpowiadała niewiarygodne historie na temat mojej rodziny. Nigdy nie zapłaciła mi za to, co zrobiła! Przysiągłem sobie, ze wyrównamy rachunki!

Bóg: A twoja modlitwa? Co z twoją modlitwą?

Człowiek: Tak sobie tylko mówiłem

 Bóg: Dobrze, ze przynajmniej to przyznajesz. Ale przyznaj, to wcale nie jest tak przyjemnie dźwigać na sobie ten gorzki ciężar, czyż nie?

Człowiek: Nie. Ale poczuje się lepiej, jak tylko wyrównamy rachunki. Och tak, mam pewne plany dla tej sąsiadki... Pożałuje, ze kiedykolwiek się tu wprowadziła!

Bóg: Nie poczujesz się lepiej. Poczujesz się gorzej. Zemsta wcale nie jest słodka. Pomyśl, jak już nieszczęśliwy jesteś. Ale ja mogę to wszystko odmienić

Człowiek: Możesz? Jak?

Bóg: Przebacz Annie. Wtedy ja przebaczę tobie. Wtedy nienawiść i grzech będą jej problemem, nie twoim. A ty osiągniesz spokój serca.

Człowiek: No tak, masz racje. Zawsze ja masz. I im więcej chce zemścić się na niej, tym bardziej chce być w zgodzie z Tobą... (chwila przerwy). W porządku. W porządku. Przebaczam jej. Pomóż jej odnaleźć właściwa drogę w życiu, Panie. Jak teraz o tym myślę, widzę, ze jest bardzo nieszczęśliwa. Wszyscy, którzy robią takie rzeczy, jak ona, musza być strasznie nieszczęśliwi... W jakiś sposób, pokaz jej właściwa drogę.

Bóg: No widzisz! Wspaniale! Jak się teraz czujesz?

Człowiek: Mmm... No cóż, nie najgorzej. Zupełnie nie najgorzej. Prawdę mówiąc, czuje się zupełnie wspaniale! Wiesz, myślę ze dzisiaj po raz pierwszy odkąd pamiętam, będę mógł dzisiaj zasnąć spokojnie! Może od tej chwili nie będę w ciągu dnia tez taki zmęczony, jak teraz, bo obecnie mało sypiam...

Bóg: Nie skończyłeś swojej modlitwy. Idź dalej.

Człowiek: Och, rzeczywiście "I nie wódz nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode złego".

Bóg: Dobrze! Tak tez uczynię. Tylko niepotrzebnie sam się nie wystawiaj tam, gdzie są pokusy!

Człowiek: Co masz na myśli?

Bóg: Nie włączaj telewizora kiedy wiesz, ze trzeba zrobić pranie czy posprzątać dom. Także pomyśl nad czasem, który spędzasz na niekończących się rozmowach ze znajomymi. Jeżeli nie potrafisz tak wpłynąć na dyskusje, aby dotyczyła rzeczy pozytywnych, może powinieneś pomyśleć o wartości takich przyjaźni... Kolejna rzecz - twoi znajomi nie powinni być twoja norma moralna... I proszę, nie staraj się mnie używać jako wyjścia awaryjnego...

Człowiek: Tego ostatniego nie zrozumiem.

Bóg: Rozumiesz. Robiłeś tak wiele razy. Robisz cos głupiego, wpadasz w kłopoty, a później przybiegasz do mnie i krzyczysz "Panie, pomóż mi wykaraskać się z tych kłopotów, obiecuje, ze więcej tak nie zrobię!". Pamiętasz te wszystkie obietnice, które mi dałeś w taki sposób?

Człowiek: Tak, wstyd mi. Panie, naprawdę, wstydzę się.

Bóg: Która obietnice właśnie sobie przypominasz? Człowiek: No wiec, to było tej nocy, kiedy dzieci i ja byliśmy w domu sami. Wiatr wiał tak mocno, ze myślałem, ze za chwile dach się rozwali i w każdej chwili pojawi się trąba powietrzna... Zwłaszcza, ze w telewizji ostrzegali, ze może nadejść... Pamiętam, ze wtedy się modliłem "O Panie, jeżeli nasz oszczędzisz, już zawsze będę spełniać Twoja wole"...

Bóg: I co, zrobiłeś tak?

Człowiek: Przepraszam, Panie. Naprawdę mi przykro. Do dzisiaj myślałem, ze jeżeli codziennie odmowie Modlitwę Pańska, będę mógł robić, co chce... Nie oczekiwałem, ze coś takiego, jak teraz, się wydarzy...

Bóg: Idź dalej i dokończ swoja modlitwę

Człowiek: "Gdyż Twoje jest królestwo, i moc, i chwała, na wieki wieków, amen."

Bóg: Czy wiesz, co przynosi mi chwale? Co naprawdę by mnie zadowoliło?

Człowiek: Nie, ale chciałbym wiedzieć! Chce Cię zadowolić! Teraz widzę, ile bałaganu narobiłem w swoim życiu I widzę, jak to by było wspaniale - być jednym z Twoich naśladowców.

Bóg: Właśnie odpowiedziałeś sam na to pytanie.

Człowiek: Naprawdę?

Bóg: Tak. Rzeczą, która ucieszyłaby mnie najbardziej, byłoby uczynienie, aby ludzie tacy jak ty naprawdę mnie kochali. Teraz, kiedy te stare grzechy wyszły na jaw i już nie stoją ci na drodze do mnie, wiele by można mówić o tym, czego możemy razem dokonać...

Człowiek: Panie, zatem zobaczymy, jaki możesz mieć ze mnie pożytek, dobrze? AMEN !!!

Tytuł oryginalny "If God Should Speak" Clyde Lee Herring


sobota, 03 września 2005
Czy umiesz słuchać,czy słyszysz?
Młody odnoszący sukces kierownik jechał sąsiednią ulicą, jadąc odrobinę zbyt szybko swoim nowym Jaguarem. Uważał na dzieciaki wyskakujące zza zaparkowanych samochodów i zwalniał jak tylko mu się wydawało że coś zobaczył. Auto przejechało, żadne dziecko się nie pojawiło. Zamiast tego, cegła uderzyła w boczne dzrzwi Jaguara. Dał po hamulcach i zawrócił Jaguara do miejsca, z którego rzucono cegłę.

 

Zezłoszczony kierowca wyskoczył z samochodu, złapał najbliższego dzieciaka i pchnął go na zaparkowany samochód krzycząc:

"Co to było i kim ty jesteś? I co do licha robisz. To jest nowy samochód a ta rzucona cegła będzie cię kosztować kupę kasy. Dlaczego to zrobiłeś".

Młody chłopak bronił się

"Proszę Pana ... proszę, przepraszam, ale nie wiedziałem co innego mogę zrobić", błagał.

"Rzuciłem cegłą bo nikt inny by sie nie zatrzymał.."

Ze łzami spływajacymi po twarzy i po brodzie- chłopaczek wskazał na miejsce obok zaparkowanego samochodu.

"To mój brat", powiedział. "Zjechał z krawężnika i spadł z wózka inwalidzkiego a ja nie potrafie go podnieść"

Teraz szlochając chłopiec poprosił oszołomionego kierowcę" Czy mógłby mi pan pomóc podnieść go na wózek?" Jest poraniony i za ciężki dla mnie."

Poruszony kierowca próbował przełknąć gwałtownie pojawiajacą się kluskę w gardle. Szybko podniósł chłopca na wózek, potem wyciągnął chusteczki i oczyścił ranki i przecięcia. Spojrzenie powiedziało mu że wszystko bedzie OK.

"Dziękuję i niech cię Bóg błogosławi", wdzięczne dziecko odpowiedziało nieznajomemu.

Zbyt zszokowany, aby powiedzieć słowo, mężczyzna po prostu patrzył jak chłopiec popychał swojego przywiązanego do wózka brata w kierunku domu.

To był długi i wolny spacer z powrotem do Jaguara. Uszkodzenie było bardzo widoczne, ale mężczyzna nigdy nie zajął się naprawieniem uszkodzonych drzwi. Zostawił je uszkodzone, aby przypominały mu wiadomość:

"Nie idź przez życie tak szybko, aby ktoś musiał rzucać w ciebie cegłą, aby zwrócić na siebie twoją uwagę"

Bóg szepta w naszych duszach i mówi do naszych serc. Czasami, kiedy nie mamy czasu słuchać, musi rzucić w nas cegłą.

To twój wybór słuchać lub nie. Ale myśl na dzisiaj: Gdyby Bóg miał lodówkę, twoje zdjęcie byłoby na niej. Gdyby Bóg miał portfel, twoje zdjęcie byłoby w nim. On zsyła ci kwiaty każdej wiosny i wschód słońca każdego ranka

Spójrz - On szaleje za tobą!

Bóg nie obiecywał dni bez bólu, śmiechu bez smutku, słońca, bez deszczu, ale obiecał siłę na [każdy] dzień, pociechę we łzach i światło na drogę"

Autor nieznany

czwartek, 01 września 2005
Ojcze nasz,

Prostytutek i księży, homoseksualistów i "porządnych ludzi", grzeszników i świętych, każdego człowieka i mnie



który jesteś w niebie,

i przygotowujesz mieszkanie dla tych, którzy "skosztowali i zobaczyli, że dobry jest Pan"

święć się imię Twoje,

ponieważ je odrzucając, uwielbiamy swoje

przyjdź królestwo Twoje,

bo nasze ziemskie jest królestwem anarchii i samowoli

bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi.

gdyż naszą gubimy siebie i innych, sami prowadzimy się do samozagłady

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

nie wiemy bowiem, co jeść mamy, zatruwamy środowisko i organizm

I odpuść nam nasze winy,

niech zginą w Twojej łasce, niczym kamienie w głębi wody

jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.

tak często to powtarzamy, lecz czy naprawdę przebaczamy?

I nie wódź nas na pokuszenie,

lecz to nie Ty, Ojcze kusisz, choć tak łatwo usprawiedliwiamy nasze pożądliwości

ale zbaw nas ode złego

albowiem ustami się go wyrzekamy, lecz sercem za nim podążamy

Maranatha - Amen.

 

środa, 17 sierpnia 2005
"Miłość ludzka ma bardzo wiele twarzy. Możemy wyróżnić miłość kobiety i mężczyzny, miłość rodzicielską, miłość artysty do swego dzieła, czy inżyniera do swojej konstrukcji, miłość-przywiązanie, miłość do przedmiotów, czynności, wrażeń, czy, wreszcie, uczucie, które może łączyć człowieka ze zwierzęciem. Każda z tych miłości jest w swej istocie częściowym odbiciem czegoś, co C. S. Lewis nazywa "samą miłością" (1); miłości, którą darzy nas Bóg. Chciałbym zająć się teraz ostatnim z wymienionych na początku typów miłości, a także podzielić się moimi myślami i doświadczeniami na temat relacji człowiek-zwierzę, jako obrazu relacji Bóg-człowiek; obrazu nieco rzadziej eksploatowanego niż np. słynny oblubieniec i oblubienica.

Zacznijmy od początku. Dlaczego ludzie chcą mieć zwierzęta? Jakie mają motywy, aby nawiązać relację człowiek-zwierzę? Warto przyjrzeć się tu dzieciom, które najgoręcej marzą o zwierzęcym przyjacielu. Co sobie tak naprawdę wtedy wyobrażają? Oczywiście, prawdą jest, że marzą o przyjemnościach, jakie się wiążą z posiadaniem psa, kota, myszki, papugi czy jakiegokolwiek innego przedstawiciela fauny. Marzą o zabawach, spacerach, przytulaniu się. Ale to nie jest cała prawda. Myślę, że głównym i najważniejszym ich celem jest chęć opiekowania się kimś, chęć darzenia miłością. „Będę go karmić, wyprowadzać na spacery, głaskać, czesać...” – czy nie takie wypowiedzi można usłyszeć z ich ust? Dowodem na to jest fakt, że często gotowe są zadowolić się jakimkolwiek zwierzęciem, także takim, z którym nie ma specjalnie kontaktu, z którym nie bardzo można się bawić, jak np. żółw lub rybki. Pamiętam, że jak byłem mały i nie miałem w domu zwierzęcia, zaopiekowałem się maleńkim ślimaczkiem znalezionym w kapuście: karmiłem go, patrzyłem jak rośnie – tak silna była potrzeba darzenia miłością.

Poprzez analogię, możemy odkryć wielką prawdę o Bogu i mocno uświadomić sobie sens tego, że Bóg stworzył nas z miłości. Podobnie jak człowiek dla zwierzęcia, tak Bóg dla nas jest istotą wyższą, mądrzejszą i... niezrozumiałą. Czyż Boża natura nie jest dla nas tak niepojęta jak nasz świat myśli i słów dla zwierzęcia? Bóg stworzył nas właśnie po to, by móc się o nas troszczyć, opiekować się nami, by po prostu darzyć nas miłością. Z tym że Boża miłość jest nieskończenie większa i doskonalsza od tej, którą darzymy zwierzęta. Mamy więc pierwszy wniosek: nowe spojrzenie na to, że Bóg stworzył nas do miłości i z miłości.

Wspomniałem już o wyraźnej wyższości człowieka nad zwierzęciem, którym się opiekuje. Ta wyższość wiąże się nieodwołalnie z władzą. Czyż nie nakładamy na naszych podopiecznych mnóstwa nakazów i zakazów? Często używamy naszej władzy dla dobra naszych zwierząt. Np. zakazujemy psu wychodzić na ulicę. To może być dla niego niezrozumiałe, ale bezsprzecznie służy jego dobru. Czyż Bóg nie postępuje z nami podobnie? Bóg daje nam wskazówki, nakłania nas do różnych rzeczy, do których często nie chcemy się dać nakłonić, ale na pewno czyni to dla naszego dobra. Boże słowo jest dla nas dobre. Bez względu na to, czy rozumiemy dlaczego, czy nie. Bóg jest dobry. I jest dobrem dla nas. Tak jak dobry pan jest błogosławieństwem dla swojego psa.

A jeśli zakazujemy psu tarzać się w padlinie, albo siusiać w domu, to robimy to dla siebie, nie dla niego, prawda? Prawda. Ale jeśli spojrzymy na to pod odpowiednim kątem, i tu dostrzeżemy ciekawą analogię. Tego typu nakazy mają – ogólnie rzecz biorąc – na celu niejako ucywilizowanie zwierzęcia, by mogło ono żyć z nami nie będąc nam przykrym. Wiąże się to czasem z postępowaniem wbrew instynktom zwierzęcia. Oswojone zwierzę chcemy jeszcze wychować. Bóg także nas wychowuje. Musimy pamiętać, że jesteśmy ludźmi upadłymi. Grzesznikami. To dlatego Jezus nas zbawił, umierając na krzyżu. Zapłacił dług za nasz grzech dając nam w ten sposób czystą kartę. Umożliwiając nam rozpoczynanie nowego życia. Ludzka natura, taka jaką widzimy w świecie i – niestety – często obserwujemy na sobie, jest skażona, chora. To co lubimy czasem nazywać naszą naturą, często jest elementem, owszem, natury, ale wypaczonej. Pismo święte mówiąc o zbawieniu mówi nowym narodzeniu. O przyoblekaniu nowego człowieka i śmierci starego. Ponieważ jesteśmy skażeni, potrzebujemy przemiany, nowego narodzenia, by móc żyć już na zawsze z Bogiem... nie będąc mu przykrym. Dlatego Bóg nas wychowuje. To wychowywanie wydaje nam się nieraz absurdalne. Ale czy nie jest absurdalny dla psa zakaz pogoni za kotem sąsiadów? „Czego ode mnie chcesz?” – powie pies – „przecież robię coś zupełnie normalnego...”. My jednak wiemy, że mamy rację. Tak samo Bóg ma zawsze rację, kiedy się z Nim spieramy. Czyż pies, który chce być nam posłuszny nie musi zaprzeć się swojej natury? To dotyczy również nas w relacji z Bogiem. Czyż Jezus nie mówił, że musimy się zaprzeć samych siebie, aby iść za Nim? A to On jest drogą do Ojca. Wychowywanie to otrzymywanie nowej natury, natury, która będzie pasowała do życia, jakie czeka nas w niebie.

Czy w takim razie warto w ogóle iść do nieba? Spójrz na psa. Kiedy służy swemu panu, kiedy jest posłuszny i wierny. Czyż nie jest pełen radości? Lewis napisał: „Przykazanie `Bądźcie doskonali', to nie idealistyczna mrzonka. Nie jest to też nakaz wykonania czegoś niemożliwego. On zmieni nas w stworzenia, które będą w stanie wykonać to przykazanie”. Tak, nie tylko wykonać. To będzie nam przynosiło niezmierzoną radość. To wszystko nie jest ot tak, dla jakiegoś widzimisię. Doskonali mamy być po to, żeby móc żyć w Bogu i dla Boga. Żebyśmy mogli być tam, gdzie nasze miejsce – przy buchającym miłością sercu Ojca. Tak jak pies, który kładzie łeb na kolanach pana lub wtulony kot drapany za uchem. W gruncie rzeczy służenie Panu to największa przyjemność i zaszczyt. I naprawdę nic innego nie przyniesie nam takiej radości.

Mój królik bardzo lubi się przytulać, ale nie wykazuje inicjatywy. Kiedy się go zawoła zwraca chwilowo uwagę, ale chęć pozostania w swoim ulubionym kącie jest na ogół silniejsza. Gdyby sam przyszedł do mnie, byłaby to dla mnie wielka radość. To mnie czegoś nauczyło. Spójrzmy na siebie. Czy jesteśmy psem, który z radości nie wie co ze sobą począć, kiedy Pan przychodzi do domu, który wybiega mu na spotkanie i gotów jest zrobić wszystko, byle móc przy nim być? Czy raczej przypominamy królika, który, owszem, bardzo się ucieszy jak do jego kąta zajrzy Pan i go pogłaszcze, ale nie przyjdzie na głos Pana i nie pójdzie za Nim. Czy Pan będzie gramolił się do niego pod ten niski stół by dotrzeć do kryjówki pod kaloryferem? Będzie, bo go kocha. Ale jak często? I jak długo? Jeśli do Twojej kryjówki, Twojego ulubionego kąta życia zajrzał Bóg i głaskał Cię, nazwał swoim kochanym dzieckiem, dał się poznać, nie zmuszaj Go, by gramolił się tam po raz drugi. Wybiegnij Mu na spotkanie, oddaj Mu swoje serce i duszę, a Wasza radość będzie wielka."

  Piotr Kuliński
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21