piątek, 15 kwietnia 2005
DLA BOGA? DLA CZŁOWIEKA? część 2

             

     Czy Bóg Ojciec stwarzając i zbawiając przez Syna swego w Duchu Świętym czyni ludzi niewolnikami,czy też daje im dar synostwa Bożego, by mogli śmiało wołać do Boga: Abba ! Ojcze! i mieli ufny dostęp do Niego (Rz 8,15. Ef 2 18. 3,12)? Czy miłując człowieka stworzonego z miłości Bóg pomniejsza go, deprawuje, wypacza, odczłowiecza , czy też ubogaca jego człowieczeństwo wiarą , czyli poznaniem Boga i siebie samego w świetle Bożej prawdy o Bogu i o człowieku, nadzieją życia wiecznego w jedności z Boskimi Osobami i ze wszystkimi braćmi i siostrami w domu Ojca, a przede wszystkim miłością ku Bogu i ku ludziom?

    7. MIŁOŚĆ KU BOGU I KU LUDZIOM RÓWNOCZEŚNIE.

    O to nam właśnie chodzi o uzgodnienie tych miłości. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy sam Bóg , który jest miłością, miłością wcieloną w Jezusie Chrystusie, miłuje naszym sercem. Wtedy miłość BOża jest w nas. Wtedy otrzymujemy miłość, wtedy nasza miłość wzajemna jest z Boga. Jak moje istnienie jest prawdziwie moje, boć to ja istnieję, a równocześnie tylko dlatego jest moje, że je otrzymałem, że mi jest dane od Tego, który jest, tak i moje miłowanie Boga i ludzi jest moim miłowaniem, boć to ja miłuję, ale tylko ja miłuję dlatego, że Bóg rozpalił we mnie moją miłość swoją, że Duch Święty rozlał miłość w moim sercu. Miłość ta, nie przestając być darem Bożym we mnie i dla mnie, a przeze mnie dla innych, jest moją miłością. Jak istnieje życiodajna zależność od Boga, który jest miłością. Ten sam Bóg daje być i miłować. Człowiek jako istota moralna, zdolna życia wewnętrznego z Bogiem, nie tylko świadomie wdzięcznie przyjmuje od Boga miłość: istnieje miłując.

    8. JAKA JEST MIŁOŚĆ BOGA W NAS?

    Bóg kocha istoty stworzone i odkupione w konkrecie ich prawdziwej rzeczywistości. On zna je po imieniu, za każdą z nich przelał swą krew na krzyżu. W niczym miłość Boga do ludzi nie zaciera rysów ich indywidualności, ich niewymownej niepowtarzalnej oryginalności, ich niczym niezastąpionej osobowości. Taka jest miłość Stwórcy i Zbawcy.

    Jeżeli ta miłość Boga jest w nas , wtedy naprawdę kochamy drugiego człowieka w jego konkrecie istnienia, w jego rzeczywistości, w jego - jakby powiedział Duns Szkot - haecceitas, w tej jego jedyności z całym jej bogactwem , jakie w sobie zawiera jego duchowość i cielsność, jego osobowość. Jak ojciec i matka , pragnąc się kochać , pragnąc się wzajemnie kochać w swoim dziecku, dają mu aktem miłości jego jedyne , niepowtarzalne istnienie, tę twarz , te oczy - tak Bóg Ojciec , od którego pochodzi wszelkie ojcostwo, miłując ludzi daje im ich prawdziwe , wyraziste istnienie o jedynych rysach osobowych.

   Tak też, idąc dalej, musimy powiedzieć, że miłość Boża we mnie,  rozpalona przez Ducha Bożego, kocha tego drugiego człowieka, danego mi do kochania w planach Bożych, z całą prawdą jego istnienia , ze wszystkimi rysami jego osobowości, z jego dolą i niedolą, z jego powołaniem i przeznaczeniem. W świetle tej Bożej we mnie miłości zauważam, dostrzegam  tego drugiego człowieka, chcę go tak jak Bóg go chce i to dla niego samego takiego, jakimjest. Więcej! to Bóg chce sam go przeze mnie, bo go miłuje moim sercem, moją zdolnością kochania, którą Bóg dał mi tak samo, jak mi daje moje osobiste rysy, moje konkretne istnienie.

     Dlatego wierzący w Boga - Miłość może powtórzyć za T. Mertonem:" nie ma prawdziwej miłości poza miłością w Bogu, który jest źródłem naszej istoty, jak również istoty tych, których kochamy" Może powtórzyć za św. Janem: "Miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga" (1 J 4,7). Św. Jan wskazuje tu na źródło miłości, na obowiązek i na powszechność miłości Bożej w ludziach.

     Franciszek Varillon SJ tak objaśnia słowa Jezusa wyrzeczone w Wieczerniku. "Jezus chce powiedzieć apostołom: Jeżeli będziecie się wzajemnie miłowali tą miłością, jaką ja was umiłowałem, jeżeli moja miłość będzie w was i będzie was wzajemnie łączyła, moja obecność w was będzie bardzo głęboka, bo moja miłość to Ja sam. Określenie "tak, jak" oznacza tu coś więcej niż tylko porównanie, czy też punkt odniesienia. Ludzie nie mogą siebie wzajemnie kochać w ten sam sposób co Chrystus ich umiłował, jeżeli nie kochają tą samą miłością. Rodzaj miłości będzie praktycznie ten sam, ponieważ źródło miłości jest rzeczywiście to samo... Chrześcijanie powinni kochać się tą samą miłością, jaką Jezus ich miłuje"

      W tym świetle lepiej rozumiemy słowa św. Jana:"Jeśliby ktoś miał majętność i wiedział , że brat jego cierpi niedostatek, a zamykałby przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boża" (1 J 3,17)? Miłość Boża obecna w sercu człowieka objawi się jako miłość do drugiego człowieka w potrzebie i pospieszy z pomocą . Jeśli zaś człowiek samolubnie tej pomocy odmawia, daje dowód , że nie ma w nim miłości Bożej, że nie stał się narzędziem Bożej miłości.

     9. ŚWIADECTWA O TEJ MIŁOŚCI.

     Trafnym komentarzem do słów św. Jana mogą być słowa Simony Weil: "Każdy czyn rozpatrywać nie z punktu widzenia jego celu, ale wywołującego go bodźca. Ów dar był po prostu świadectwem tego, co się działo w duszach ludzi, którzy tak właśnie postąpili. Nie mogli powstrzymać się ,żeby nie nakarmić głodnych, przyodziać nagich. Nie robili tego dla Chrystusa, nie mogli się od tego powstrzymać bo było w nich współczucie Chrystusa.

     "Nie trzeba bliźniemu pomagać dla Chrystusa, ale przez Chrystusa. Niech moje ja zniknie do tego stopnia, aby to sam Chrystus przy pomocy pośrednika, jakim jest moja dusza i moje ciało, dopomagał bliźniemu. Być sługą posłanym przez Pana z określoną pomocą dla kogoś nieszczęśliwego".

      "Czysta miłość do istot stworzonych: Nie miłość w Bogu , ale miłość ,która przeszła przez Boga jak przez  ogień , Miłość co oderwawszy się zupełnie od stworzeń wznosi się do Boga i schodzi na powrót w dół, połączona z twórczą miłością Bożą. W ten sposób łączą się dwa rozdzirające ludzką miłość przeciwieństwa: kochac istotę kochaną taką , jaka jest, i chcieć ją przetworzyć".

       Słowa te są znakomitym komentarzem do ignacjańskiej obojętności, oderwania się od samolubnego miłowania stworzeń, aby móc je prawdziwie ukochać miłością Bożą w naszym sercu, miłością już czystą, która "nie szuka siebie" (1 Kor 13,5), która przyjmuje stworzenia takie, jakie są naprawdę, a równocześnie pragnie ich większego dobra, ich przetworzenia ku lepszemu.

      Tylko tak wychodzimy poza bolesny i fałszywy dualizm miłości. Jest już tylko jedna miłość w nas, miłość Boża, rozpalona w naszych sercach prze Ducha Bożego , która stała się naszą miłością ku Bogu i ku ludziom . Otrzymaliśmy miłość Bożą od Boga, oddaliśmy nasze serca Bożej miłości, by odtąd już tylko tą miłością "otrzymaną " (ta miłość jest łaską, darem) kochać wszystkich i wszystko: Boga i to wszystko co Bóg miłuje. Wtedy "miłość Chrystusowa przynagla nas" (2 kor 5.,14) do miłowania wszystkiego, co miłuje Chrystus.

     Jak Ojciec niebieski świeci słońcem swym na dobrych i złych, a deszcz spuszcza na pola sprawiedliwych i niesprawiedliwych (Mt 5,44-48), tak i my, synowie Jego w Synu umiłowanym, przekraczamy granicę dzielącą ludzi na przyjaciół i wrogów, wchodzimy w ojczyznę ludzi, w ojczyznę braci i sióstr, bo już i ci, co nas miłują, i ci , co nas nienawidzą, są dziećmi jednego Ojca i stanowią jedną rodzinę. Prawdą jest ,że rozproszone są dzieci Boże, że skłócone są dzieci Boże ale tez prawdą jest, że są Boże i że tylko miłość Boża w ich sercach może je zgromadzić w Jedno na wzór miłości i jedności Ojca i syna w duchu Świętym (J 11,51-52. J 17,21.por. J 14,20).

     Tadeusz Różewicz, nie ukazawszy żadnej podstawy pod miłość człowieka do człowieka, woła : "Miłość do człowieka jest najcięższa, to jest katorga, ale kochać trzeba.(...) Świat zginie nie od bomby wodorowej, ale od tego, że człowiek kocha pieniądze, samochód, szmizjerkę, a nie kocha człowieka!".

     Antoine de Saint - Exupery idzie dalej , każe czcić i kochac człowieka, bo jest on ambasadorem Boga. Ale Bóg sam w Jezusie Chrystusie czyni nieporónanie więcej: On czci i kocha człowieka, bo człowiek jest Boży, bo jest Jego obrazem, bo jest dzieckiem Boga w Synu Bożym. Tę samą miłość i tę samą cześć dla człowieka rozpala Bóg w nas, by przez nas ogarnąć nią każdego człowieka. Człowiek ma być narzędziem, organem Bożej miłości do Boga i człowieka. Jest tylko jedna miłość, z której będziemy sądzeni, miłość z Boga. "Miłujmy się wzajemnie, bo miłośc z Boga jest".

    10. BLIŹNI TRUDNY DO KOCHANIA. 

     Ale co zrobić, jeśli bliźni jest przykry, trudny do kochania, odpychajacy. Jeśli jest głupi, nudny, nietaktowny? Względem takich ludzi mamy postępować tak jak ów skąpiec, o którym pisze Georges Duhamel w swej niezwykle mądrej i naprawdę " duchownej" książce Pt. La possession du monde. Skąpiec , przeglądając swe skarby w skrzyni, pieści złote monety piękne, te o delikatnym i szlachetnym rysunku na awersie i rewersie. Ale w tejże skrzyni są monety, które mu się nie podobają bo są nieładne, prostackie w wykonaniu. Nie wyrzuca ich jednak, bo są złote! Mają wartość złota, można je przetopić i nadać im nowy piękny kształt.

      11. KONSEKWENCJE

      Gdyby to rozwiązanie problemu miłości Boga i człowieka znały zakonnice, o których pisała wspomniana na początku studentka, nie zraziłyby jej do chrześcijańskiej miłości bliźniego. Gdyby to rozwiązanie znała owa studentka, gdyby wiedziała, co to znaczy Bożą miłością kochać w człowieku to, co ludzkie, a więc Boże, bo cały człowiek jest Boży z tytułu stworzenia (konkretne istnienie), i odkupienia (ocalenie, zbawienie przez Boga-Człowieka), nie przeciwstawiałaby miłości ludzkiej miłości Bożej, nie widziałaby opozycji i rzekomo nieuniknionej kolizji między miłowaniem człowieka i miłowania Boga. Dojrzałaby wtedy jedność Bożej miłości, która będąc Bożą jest ludzką, jak Boski i ludzki jest Ten, który swym ludzkim sercem ukochał Boga i ludzi aż do końca, aż do śmierci, aż do zmartwychwstania, otwierając ludziom bramę miłości wiecznej, gdzie wszystkie dzieci Boże będą zgromadzone w jedno jedną miłością Boga Ojca przez Syna w Duchu Świętym. Uradowałby się wtedy wraz ze św. Pawłem, że od tej miłości Bożej w Chrystusie i w nas  już nas nic nie oderwie. Nawet śmierć jest wobec niej bezsilna (Rz 8,37-39). Uradowałby się, że to ludzkie w człowieku, które ona chce tak bardzo kochać, jest tak bardzo Boże!...

     12. PANIE, KIEDY WIDZIELIŚMY CIĘ GŁODNEGO?

     Ale jeszcze jedno: jak mamy oceniać miłość ludzi do ludzi, dobrą ofiarną , wierną, nie cofającą się przed darem nawet z własnego życia, a równocześnie  pozbawioną wyraźnej , świadomej odnośni do Boga, który jest miłością i źródłem miłości? Chodzi tu o miłość, która sadzi, że jest tylko ludzka, że jej jedynym źródłem jest ludzkie serce, nie znające innego serca niż ludzkie, nie znająca Serca Boga Wcielonego. Co powiedzieć o takim miłowaniu?

     Odpowiedzmy przykładem. We wrześniu 1943 R., już po kapitulacji Włoch, na wyspie Kefalinii na morzu Jońskim została wymordowana przez Niemców cała dywizja włoska. Tragedię tę opisał przejmująco Marcello Venturi w powieści pt. "Biała flaga nad Kefalinią". Ojciec narratora, kapitan artylerii Aldo Puglisi, poznał na wyspie młodą Greczynkę, Katerinę, u której początkowa wrogość przerodziła się w dobrą , życzliwą miłość. W dniach tragedii pragnęła być przy boku drogiego jej człowieka skazanego na śmierć. - "Ach , gdybyż on chociaż wiedział, że tu na Kefalinii jest ktoś , kto go kocha, z pewnością śmierć miałby nie tak smutną, nie tak samotną. Umierać na obcej ziemi, w zupełnej samotności, to tak jakby umierać dwa razy". Tak z żalem myślała Katerina. " Nie było jej żal umrzeć razem z nim, idąc tak pod rękę, jak właśnie szli. Uśmiechnęła się". Katerina była gotowa z uśmiechem, z radością prawie, dać mu dobre towarzystwo swej śmierci.

      Czy o takiej miłości wolno nam powiedzieć to , co mówi św. Paweł o miłości Bożej w nas, że "wszystko znosi, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustanie", że mocniejsza jest od śmierci miłość? (1Kor 13, 7-8. Pnp 8,6). Ten uśmiech w obliczu śmierci przywodzi na pamięć inne słowa Pawłowe: "radosnego dawcę miłuje Bóg" (2 Kor 9,7). I czy taki dar miłości nie jest z góry, od Ojca światłości, który będąc miłością jest dawcą każdej dobrej miłości? Czy taki dar miłowania do końca nie jest darem tego Serca, które umiłowało swoich aż do końca? (J 13,1).

     O tej miłości pisze Karl Rahner: Ilekroć człowiek żywi miłość prawdziwą , dobrą, niesamolubną do istoty skończonej, do drugiego człowieka, miłość ta ma w sobie coś absolutnego, (Nie opuszczę cię! Jesteś moim skarbem! Jesteś mi droższy niż moje własne życie! Ty nie możesz umrzeć na zawsze!). Taka miłość nabiera świadomie czy nieświadomie w obecnym porządku Wcielenia i Odkupienia orientacji ku miłości Serca Chrystusowego, Serca Boga Wcielonego. Przez taką miłość dobrą, z Boga, do drugiego człowieka jest się w sferze Wcielenia, ma się jakiś początek wiary we Wcielenie, ma się jakąś zaczątkową formę nabożeństwa do Serca Jezusowego, do miłości Bożej w człowieku, bo to już miłość Chrystusowa w nas kocha przez nas tego drugiego człowieka. Żyje we mnie - i kocha we mnie - Chrystus (Ga 2,20).

      O tej miłości pisze Simona Weil: "Byłem głodny , a wyście mnie nakarmili. - Kiedy to było Panie?" Nie wiedzieli. Nie trzeba o tym wiedzieć. Myśl o Bogu nie powinna stawać pomiędzy nami i istotami stworzonymi. Nie powinna umniejszać bezpośredniości naszego kontaktu. Przeciwnie, dzięki niej ów kontakt powinien być tym bardziej bezpośredni.

     O tej Miłości pisał urzekająco prosto Czesław Miłosz w wierszu pt. "Miłość":

     Miłość to znaczy popatrzeć na siebie

     Tak jak się patrzy na obce rzeczy,

     Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.

     A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,

     Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,

     Ptak mu i drzewo mówią: Przyjacielu.

     Wtedy i siebie i rzeczy chce użyć,

     Żeby stanęły w wypełnienia łunie.

     To nic, że czasem nie wie, czemu służyć.

     Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

"Otwarci w wierze"- Praca zbiorowa pod redakcją ks.Romana Darowskiego SJ 1974 Kraków

DLA BOGA ? DLA CZŁOWIEKA? część 1

Uzgodnienie miłości Boga i bliźniego.

      Wyjątek z listu pewnej studentki, mieszkającej w interacie zakonnym, stawia ostro problem, o który nam tu chodzi - "Właśnie dzwonią , zwołując nas na wykład. Temat: Chrześcijańskie miłosierdzie. mam tego wszystkiego powyżej uszu, po prostu nie mogę już brać w tym udziału. W ciągu pięciu lat doświadczałam tego miłosierdzia. Zakonnice starają się czynić dobrze po pierwsze dlatego, że w swej ofierze widzą Chrystusa, a po wtóre dlatego, że chcą iść do nieba. co do mnie, w człowieku mogę kochać tylko to, co ludzkie".

      Czy dzisiejszy człowiek, tak czuły na wartości ludzkie, może jeszcze kochać człowieka ze względu na Boga? czy dziś humanizm w imię miłości do człowieka, w imię lojalności względem człowieka nie musi wybierać między Bogiem a człowiekiem? Między miłością ku Bogu i miłością ku człowiekowi? Czy nie jesteśmy świadkami faktu znamiennego w kulturze europejskiej (dotychczas chrześcijańskiej), że humanizm staje się synonimem ateizmu w imię miłości i wierności dla człowieka? Czy wreszcie prawdziwa miłość bliźniego i prawdziwy humanizm mogą jeszcze być chrześcijańskie? Jak zatem należy ujmować wzajemny stosunek miłości do człowieka i miłości do Boga?

      1. NIEDOBRE MIŁOWANIE BLIŹNIEGO DLA BOGA.

      W Molierowskim Don Juanie jest scena bardzo wymowna dla naszego problemu. Żebrak prosi o jałmużnę "dla miłości Boga", otrzymuje ją , ale wyłącznie "dla miłości człowieczeństwa". Kto tu ma rację Żebrak czy Don Juan. Czy żebrak nie jest podobny do tej samej studentki z jej żądaniem, by w człowieku kochać tylko to, co ludzkie?...

     Kiedy pod wpływem mojej religijnej motywacji (dla Boga) daję poznać bliźniemu, że kocham Boga, a bliźniego tylko dlatego chcę kochać, że Bóg tak mi nakazuje, gdy daję człowiekowi odczuć , że on sam w swej osobowości, w swym indywidualnym człowieczeństwie właściwie mnie nie obchodzi i gdyby nie nakaz Boży opatrzony obietnicę nagrody i pogróżką kary , nie miałbym dostatecznego powodu, żeby go kochać. Gdy daję mu odczuć, że kocham go ze względu na kogoś innego, na Boga, i że on tzn. człowiek, jest dla mnie środkiem okazją, pretekstem do okazania Bogu mojej miłości i uległości. gdy daję odczuć bliźniemu, że jest mi potrzebny, bym mógł, korzystając z jego istnienia, udowodnić Bogu i sobie, że kocham Boga, bo spełniam jego rozkaz kochania także i człowieka, czynienia mu dobrze, przebaczania mu, znoszenia go cierpliwie - ile razy taka jest moja miłość do bliźniego, tyle razy zamiast go kochać, obrażam go... W takim pojęciu miłość do drugiego człowieka jest czymś innym od miłości Boga, jest podporządkowana innej miłości, jest środkiem służebnym w stosunku do miłości naczelnej - tzn. Bożej. Występuje wtedy nieuleczalny dualizm. W takim ujęciu miłości bliźniego nie można jednym aktem miłości, jednym porywem serca miłować równocześnie Boga i człowieka

      Należy zatem zastanowić się, czy takie ujęcie miłości jest zgodne z porządkiem Wcielenia, z porządkiem Boga - Człowieka w jednej Osobie, z porządkiem modlitwy arcykapłańskiej Jezusa: "aby miłość, którą mnie, Ojcze, umiłowałeś, była w nich, i ja w nich" (J 17,26)?

     2. NIEDOBRE MIŁOWANIE BLIŹNIEGO POZA BOGIEM, BEZ BOGA.

     Tak pojmowana i tak okazywana miłośc człowieka - osobno miłująca Boga i człowieka dla Boga - budzi sprzeciw i wołanie o miłość człowieka dla człowieka, osoby ludzkiej, dla niej samej. Człowiek bowiem instynktownie wyczuwa w obliczu takiego świadectwa miłości, że miłowanie człowieka z podporządkowaniem go komuś innemu, choćby to był sam Bóg, jest jakąś degradacją człowieka i ludzkiej miłości do człowieka. Człowiek nie chce , żeby miłość do człowieka była relatywna, podporządkowana, ale chce, żeby była bezwzględna, absolutna. Chce być wartością godną kochania samą w sobie, bez odniesienia do kogoś innego. Stąd już krok do humanizmu poza Bogiem, bez Boga, a nawet wbrew Bogu, przeciw Bogu jako temu, który swej miłości chce podporządkować miłość ludzką  do człowieka, zredukować ją do roli okazji czy pretekstu kochania Boga i tylko Boga. Rodzi się nowy rodzaj wierności i miłości do człowieka już z wykluczeniem Boga jako rywala. Rodzi się miłość ludzka do ludzi o cechach wyraźnie laickich, a nawet ateistycznych.

      3. OCENA TEJ MIŁOŚCI.

      Cóż powiedzieć o wykluczeniu Boga i Boże miłości z miłości do człowieka? W swoim dążeniu do tego , by naprawdę kochać człowieka, a nie tylko okazjonalnie , posługując się człowiekiem jako środkiem do miłowania Boga, w tym dążeniu miłość  ta jest zrozumiałą reakcją i szlachetną korekturą tamtej, "dla Boga" pojmowanej miłości do człowieka. Ale czy jest to trafna korektura?

      Miłośc ta może być i bywa szczera i ofiarna, bez oglądania się na nagrodę i bez lęku przed karą, bo nie wierzy w niebo  ani w piekło, wierzy natomiast w człowieka, chce być mu wierna, nie chce ani opuścić człowieka, ani go użyć do innego celu niż sam człowiek. Chce nadać miłości człowieka do człowieka cechy miłości absolutnej, nie podporządkowanej nikomu, nawet Bogu.

     Miłość ta wzrusza swą wiernością,  swoją wysoką ambicją i swoim smutkiem. Jest bowiem miłością bez nadziei i świadoma jest swej przelotności, swej zagłady, bo nie trwa. "Także i smutek jest nietrwały..." Wiem, że nic nie trwa... Gdybyż wystarczała miłość..." Tak skarży się i od tego szaleje Caligula Camusa.

     Ale tym samym miłość ta mimo pragnienia , żeby być absolutną, bez odniesienia do kogoś innego, okazuje się miłością straszliwie biedną, skazaną na nieuchronną śmierć, na zagładę. Można ją porównać do miłości na tonącej tratwie. Jest miłością co dzień o każdy dzień uboższą , powoli zanużającą się w otchłań nicości. Dlatego Bertrand Russel nazwał istnienie ludzkie przekleństwem, dlatego Sartre, doprowadziwszy ateizm do krańcowych konsekwencji, wyznaje, że " nie wie, com począć ze swoim życiem".

     Nie da się zaprzeczyć, że miłość bez Boga do człowieka jest miłością tragiczną na krawędzi absurdu i zagłady, bo nie ma żadnych szans przetrwania, bo nie da się ocalić.

     O takiej miłości pisał pisał Bolesław Leśmian:

                 Mrok na schodach. Pustka w domu.

                 Nie pomoże nikt nikomu.

                 Ślady twoje śnieg zapruszył,

                 Żal się w śniegu zawieruszył.

                 .......................................

                 Nie! Nikt się z nikim nie spotka!

                 Nikt nie pomoże nikomu!

       Przy całym heroizmie i prometeizmie, przy całym pragnieniu absolutu, miłość ta okazuje się daremna. Ginie, jak ginie kochający i kochany - na zawsze. Jest to miłość znikoma.

      U podstaw tej laickiej , bez Boga, miłościbliźniego leży swoista antropologia. Według niej człowiek zarówno w sferze istnienia, jak i w sferze działania i wartości jest samoistny , "samoswój", niezależny i to tak dalece, że odnosić go do kogoś innego, do jekiegoś innego celu niż on sam, byłoby degradacją człowieka, wydawaniem go na pastwę kogoś innego, byłoby niewolą, poniżeniem, alienacją. U podstaw tej antropologii leży radykalne odrzucenie Boga Stwórcy i Zbawcy człowieka.

     4. OCENA TEJ ANTROPOLOGII.

     Jest dumna w swych ambicjach i fałszywa w konfrontacji z prawdą życia, z rzeczywistością ludzką. Wyrywa człowieka z jego prawdziwego i pełnego kontekstu, z jego prawdy istnienia i dążenia. W zaistnieniu i  w trwaniu w bycie człowiek jest ustawicznie zależny, uwarunkowany. W dążeniu zaś, w pragnieniu chce przekroczyć sam siebie, chce iść dalej, być coraz pełniej sobą , wychodząc równocześnie z siebie chce, by wszystko miało sens i kierunek, on sam jego istnienie, jego świadomośc i  miłość, jego wolność, jego pragnienie trwania i szczęścia. Człowiek nie chce być istotą daremną, zatraconą w bezsensie, w bezcelowości i w beznadziei. Jeśli nawet kapitulije wobec absurdu , bezsensu i beznadziei, czyni to ze smutkiem, jako istota oszukana, zawiedziona, przeklinając swoje daremne istnienie, swoje zaprzepaszczenie, w którym pustoszeje i ginie on sam i jego miłość.

      Odrzucając Boga Stwórcę i Zbawcę , Boga Ojca, który daje istnienie, bo miłuje (por. Mdr 11,24-26), miłość ateistyczna odrzuca antropologię chrześcijańską, a tym samym odrzuca możność ocalenia miłości człowieka do człowieka od daremności. Odrzucając antropologię chrześcijańską, opartą o Boga - Człowieka (por. początek listu do Efezjan i Prolog Ewangelii św. Jana), który dla każdego człowieka jest światłem, bo miłością stwarzającą i zbawiającą, przebaczającą i dającą życie przez zmartwychwstanie, odrzuca się istotną, najistotniejszą prawdę o człowieku, o jego przeznaczeniu. Odrzuca się prawdę o możliwości losu szczęśliwego, ocalonego od daremności i zagłady. Odrzuca się także pełną odpowiedź na pytanie: Kim jest człowiek!? Co to jest to ludzkie w człowieku, które pragnie się kochać? Dlaczego to ludzkie jest godne kochania? Dlaczego nie wolno nim gardzić? Odrzucając antropologię chrześcijańską wpada się w niewiedzę, co począć ze swoim życiem i z miłowaniem, żeby nie było daremne.

       Nie przyjmując prawdy o człowieku, że jest Boży, że jest stworzony z miłości i dla miłości, że jest na obraz Boga-Miłości, że jest powołany do życia w Bogu, czyli w miłości, do życia w wolności od samotności, od bezsensu i zatracenia, tym samym nie przyjmuje się podstawy, dla której człowiek jest wielki, wartościowy i godny miłości, w pewny sposób niezniszczalny i wieczny (nieśmiertelność duszy i ciała zmartwychwstanie). Nie przyjmując tej prawdy religijnej o człowieku jako podstawy do miłowania człowieka w jego prawdzie, skazuje się na fiasko cały wysiłek zmierzający do absolutnej miłości człowieka - dla niego samego. Wtedy się nie wie , kim on jest sam w sobie. Wysiłek ten okazuje się w końcu chybiony , bo nie oparty na pełnej prawdzie o człowieku. Kochanie miłością absolutną kogoś , kto nie jest absolutny, kto jest zniszczalny, utracalny na zawsze, kogoś , kto nie wykracza poza ramy przyrody i czyja świadomość zgaśnie bezpowrotnie, takie kochanie jest tragedią i klęską. 

      Wysiłek miłości absolutnej ku istocie słabej jak trzcina, trzcina myśląca i świadoma, że ślepe siły przyrody zmiażdżą ją nieuchronnie (Paskal), taki wysiłek jest porywem wzniosłym i daremnym. Brak mu absolutu miłości Bożej jako punktu oparcia, więcej, jako źródło miłowania.

     5. JAK WIĘC KOCHAĆ BLIŹNIEGO?

     Jak kochać drugiego człowieka, żeby go nie degradować, nie czynić go środkiem do miłowania Boga, a równocześnie nie zawieszać ludzkiej miłości nad przepaścią absurdu i zagłady? Jak kochać ,żeby uniknąć dualizmu i kolizji dwóch miłości - ku Bogu i ku człowiekowi? Jak oprzeć miłość istoty skończonej, małej i słabej (a taki jest każy człowiek, marzenie Nietzschego o nadczłowieku rozsypało się w popiół) na absolutnej miłości Boga, nie zdradzając ani Boga, ani człowieka? Czy da się ogarnąć równocześnie Boga i człowieka miłością godną ich obu, a więc miłością absolutną?

     Rozwiązanie tego palącego problemu można znaleźć tylko w Bogu, który będąc miłością stał się człowiekiem i przez Ducha Bożego rozlewa miłość Bożą w sercu ludzkim (Rz 5,5). Trzeba nam kochać Boga i człowieka tak, jak Boga i człowieka miłuje Bóg - Człowiek. Trzeba miłować Boga i człowieka miłością Bożą w nas. Dlatego trzeba, jak mówi św. Ignacy Loyola, obtinere amorem - uzyskać, otrzymać miłość.

     Zobaczymy, jak ten problem ujmuje Karl Rahner. - Czy można pyta, kochać coś skończonego, przygodnego, coś , co nie jest konieczne, miłością bezwarunkową, absolutną? Jest rzeczą możliwą kochać nieskończenie coś skończonego, jeżeli Bóg jako miłość absolutna przyswoi sobie, weźmie na swoją osobistą własność istotę skończoną. To się naprawdę przydarzyło! Stało się to wtedy, gdy Bóg z rzeczywistości skończonej, z człowieczeństwa Jezusa z Nazaretu, uczynił swoją własną rzeczywistość, gdy Bóg stał się człowiekiem, a człowiek Bogiem. Wcielenie Syna Bożego sprawiło, że miłość Boża zaistniała w sercu ludzkim, a miłość ludzka ku Bogu w Sercu Syna Bożego. W akcie miłości, jakim jest unia hipostatyczna, druga Osoba Trójcy Świętej, Syn Boży, uczynił swoim, osobiście swoim skończone centrum ludzkiej rzeczywistości. Stało się to tak prawdziwie, tak absolutnie i nieodwracalnie, że ta ludzka rzeczywistość - człowieczeństwo Jezusa - nie tracąc swego charakteru skończoności, uczestniczy na wieczność w Absolucie Boga tak bardzo, że odrzucając lub umniejszając tę prawdę przez brak wiary i miłości ranilibyśmy sam Boży Absolut. Nie kochać człowieczeństwa Jezusa lub odrzucać Wcielenie - to nie kochać Boga i odrzucać jego życiodajną i zbawiającą miłość ku nam wszystkim. Wszak miłość Boża objawiła się nam jako miłość Ojca w Synu, w Jezusie, abyśmy w Nim żyli (por. 1 J4,9.5,11-12)

      Ale rozważmy bliżej, co to znaczy "otrzymać miłość Bożą", co to znaczy miłować jak Bóg miłuje - Jego miłością w naszym sercu.

      6. KIM JEST BÓG? JAK BÓG MIŁUJE?

      Bóg objawił sam o sobie, że jest miłością. Bóg dał nam dwa dowody, że jest miłościa: aktem stworzenia i aktem odkupienia. Oba te akty Boga-Miłości ogarniają wszystkie istoty stworzone i odkupione i każdą z osobna. Zasięg tej miłości stwarzającej i zbawiającej jest wprost kosmiczny. Wyraźnie o tym uczy św. Paweł (zob. Rz 8).

      Jak Bóg kocha istoty stworzone i odkupione? Czy stwarzając, dając istnienie i zbawiając, czyli ocalając przed zagładą, przed odrzuceniem od miłości, przed pogrążeniem się w niekochaniu (w piekle), czy Bóg Stwórca i Zbawca umniejsza poniża, alienuje te istoty tak kochane? Czy też wyzwala je z nicości na światłość istnienia i z niekochania na światłość miłowania, przenosząc je do Królestwa umiłowania Syna swego? (Kol 1,13).

cdn.